31 października 2018

Listopadowe tradycje świata, czyli nie tylko o Święcie Zmarłych

Wszystkich świętych, dziady, Día de los Muertos, Halloween – w wielu rejonach świata przełom października i listopada to okres różnego rodzaju świąt, często związanych ze zmarłymi. Wśród tradycji z nimi związanych nie brakuje również bardziej lub mniej rozbudowanych zwyczajów kulinarnych.

Choć najbardziej znane w Polsce święto Wszystkich Świętych i obchodzone dzień później Święto Zmarłych nie ma wiele wspólnego z kuchnią, i one doczekały się swoich pomniejszych, lokalnych obyczajów związanych z jedzeniem.

Świąteczne słodycze

W Krakowie w pierwsze dni listopada przy wejściach na cmentarze można kupić miodek turecki, czyli kremowe cukierki o miodowym posmaku, z drobno posiekanymi orzechami wewnątrz. Przysmak do dziś jest łamany na drobniejsze nieregularne kawałki z dużego bloku – choć teraz już dzielony i pakowany jest wcześniej, a nie na miejscu, jak dawniej.

W tym samym czasie warszawiacy rozkoszują się pańską skórką, również dostępną tylko raz w roku. Biało-różowy cukierek jest przygotowany z ubitych na sztywno białek, cukru, wody oraz soku z cytryny i malin. Dokładna receptura to jednak pilnie strzeżona tajemnica producentów.

Na Lubelszczyźnie natomiast przy cmentarzach kupuje się szczypki (przestarzała forma słowa „szczapki”) – podłużne kolorowe laseczki produkowane na bazie cukru. Ich charakterystyczna, kojarząca się z gałązkami struktura, do której nawiązuje nazwa, to efekt wielokrotnego rozciągania i składania gorącej masy cukrowej.

Halloween i jego korzenie

Słodycze są elementem nie tylko polskich zwyczajów. W Stanach Zjednoczonych ostatniego dnia października świętuje się Halloween: wszyscy przebierają się, organizowane są liczne imprezy, a dzieci odwiedzają sąsiadów, prosząc o słodycze pytaniem „Trick or treat?” (pol. „cukierek albo psikus?”). W tym okresie Amerykanie ozdabiają swoje domy mnóstwem dekoracji nawiązujących do duchów, upiorów i śmierci, a jednym z najbardziej charakterystycznych akcesoriów jest lampion z dyni.

Jedna z teorii mówi, że źródłem Halloween jest celtyckie święto Samhain, które przywędrowało do USA wraz z irlandzkimi migrantami. Było związane z zakończeniem żniw i roku według kalendarza celtyckiego. Celtowie wierzyli, że to moment, kiedy dusze zmarłych odwiedzają świat żywych oraz szukają miejsca do zamieszkania na kolejny rok. Gaszono więc ogniska i pochodnie, by domy robiły wrażenie zimnych i nieprzyjaznych, a poza domem wystawiano żywność dla błąkających się dusz. Ponadto świątecznej nocy Celtowie udawali włóczęgów, przebierając się w brudne, potargane ubrania, żeby zniechęcić potencjalnych towarzyszy z zaświatów.

Ucztowanie ze zmarłymi

Jednak najbardziej znana dziś tradycja związana z jedzeniem – a raczej ucztowaniem – to meksykański dzień zmarłych. Día de los Muertos jest mieszanką tradycji katolickich, przyniesionych przez konkwistadorów, z ówczesnymi zwyczajami ludów Ameryki Centralnej. Dziś to czas hucznych zabaw oraz rodzinnego biesiadowania żywych i zmarłych. Takie uczty odbywają się i w domach, i na cmentarzach. Jedzenie znajduje się również na ołtarzach ofiarnych, które mają zachęcić zmarłych do odwiedzin.

Najbardziej charakterystyczne przysmaki meksykańskiego święta zmarłych to pan de muerto (chleb zmarłych), wypiekany ze słodkiego ciasta, i calaveras de dulce, czyli małe czaszeczki zrobione z cukru, podpisane imionami zmarłych.

Słowiańskie dziady

Meksykańska zabawa to zwyczaj mniej odległy od polskich tradycji niż mogłoby się wydawać – i w ten sposób wracamy w nasze regiony. Zanim upowszechnił się aktualny katolicki sposób upamiętaniania zmarłych, Słowianie obchodzili dziady, zwane też pominkami, przewodami, radecznicą lub zaduszkami. Był to obrzęd, podczas którego obcowano ze zmarłymi przodkami, mającymi zapewnić płodność i urodzaj w kolejnym roku. Przygotowywano im ucztę, by się posiliły i zaopatrzyły na dalszą drogę. Potrawy i alkohol zostawiano dla zmarłych przy progu domu.

Na terenach wschodniej Polski organizowano biesiady, które odbywały się w domach lub na grobach bliskich. Tradycyjnie jadło się wtedy m.in. pieczywo, kaszę, miód, jajka. W zachodniej części naszego kraju przynoszono pod kościoły i na cmentarze specjalnie wypiekany na tę okazję chleb, który nie był zostawiany na grobie, ale rozdawany żebrakom – w zamian za modlitwę za dusze krewnych darczyńcy.

Część tych zwyczajów przetrwała nawet do początków ubiegłego wieku, a wiele tych kultywowanych dziś to przekształcenia zapomnianych obrzędów. To z tradycji dziadów pochodzi na przykład przesąd, że odwiedzi nas ktoś głodny, kiedy upada nam łyżka.

Ożywić umarłe zwyczaje

W każdym domu panują oczywiście własne tradycje, jeśli jednak macie ochotę wprowadzić u siebie namiastkę świąt obcych lub zapomnianych, polecamy do rodzinnego obiadu podać kaszę lub przygotować ciasto z miodem, nawiązując do słowiańskich dziadów. Nie lubicie robić kaszy gryczanej, bo łatwo ją rozgotować? Polecamy zrezygnować z worka i przyrządzić ją na sypko. Wystarczy odmierzyć odpowiednią ilość wody (na szklankę kaszy 1 i 3/4 szklanki wody), wsypać kaszę do gotującej się wody, a po ponownym zagotowaniu zostawić na małym ogniu na 5-7 minut. Potem kasza powinna około pół godziny spędzić pod… kocem albo kołdrą! W ten sposób utrzyma temperaturę i wchłonie resztę wody, nie przypalając się. Warto też do tego wykorzystać garnek o grubszym dnie.

Jeśli natomiast wolelibyście sięgnąć po bardziej rozpoznawalne inspiracje, podpowiadamy, jak najprościej zrobić lampion z dyni: wystarczy łyżka i dwa noże. Najpierw odcinamy górną część warzywa, do czego najlepiej sprawdzi się nóż ząbkowany (np. do chleba). Kiedy już wydrążymy łyżką środek i usuniemy miąższ, możemy wycinać oczy, usta lub inne wzory – do tego wygodniejszy będzie krótszy nóż uniwersalny (można sobie pomóc, szkicując kontury ołówkiem). Teraz zostaje już tylko wstawić świecę i cieszyć się lampionem.